Obniżenie autorytetu współczesnej szkoły

Szkoła uczy. To hasło zapisywane na murach ze złośliwie użytym błędem ortograficznym uważane jest przez pokolenie, które pisało wyżej wymienione hasło, za relikt przeszłości. Dziś uważa się, że szkoła to takie miejsce, gdzie człowiek chodzi, bo musi. Nie wiadomo, od czego się zaczęło błędne koło, ale nauczyciele przestali być mentorami, zaś uczniom przestało zależeć na wynikach. Wszystko zwalane jest na dzisiejszą młodzież lub na system. Owszem- system nie jest doskonały. Nie daje on możliwości indywidualnego podejścia do uczniów. Nie da się obniżyć poziomu dla słabych uczniów ani podnieść go dla uczniów wybitnych. Rezultatem tego jest system nauczania stawiający na średniaków i nastawiony na naukę tego, jak zdawać kolejne egzaminy, nie zaś na nabywanie wiedzy. Jeśli chodzi o tak zwaną dzisiejszą młodzież, to nie jest ona trudna tak sama z siebie. Marazm, brak motywacji oraz ogólne poczucie braku sensu traktowania edukacji na poważnie, to wina wychowania oraz realiów życia, nie wpływ środowiska. W myśl zasady mówiącej o tym, że ryba psuje się od głowy – dzieci i młodzież patrzy na to, jak żyją dorośli i wyciągają wnioski. Jeśli rodzice żyją z dnia na dzień mimo świetnego wykształcenia, to po co się uczyć, skoro za granicą czeka finansowe eldorado nawet dla kompletnie niewykształconej osoby. Błąd tkwi więc nie w młodzieży, tylko w dorosłych, przez których młodzież ta nie ma żadnych perspektyw.

error: Content is protected !!